Dariusz Łaszyca Mail Kontakt

Depresja waginy u wulgarnej Julki


costume-15682_1280

 

 

 

 

 

Mord nienarodzonych stał się faktem. Polska jako jeden z nielicznych krajów na świecie oficjalnie przeciwstawia się temu procederowi. Relatywizacja podstawowego prawa człowieka do życia staje się olbrzymim zagrożeniem dla naszej wolności. Czy młoda Julka to rozumie?

 Wagina, czyli najbardziej intymny element kobiecego ciała, stała się w ostatnich tygodniach stricte politycznym tematem. Nie leczona ‘depresja waginy’ źle wpływa na funkcjonowanie współczesnej  kobiety. Młoda Julka cierpi i źle postrzega własną kobiecość. Z jej ust słyszymy głośne wulgaryzmy. Pozbawiona wyższych uczuć, wiary w Boga i zrozumienia, szuka ratunku na ulicy. Atakuje na oślep. Ona wie, że jej pierwszymi ofiarami będą jej własne, nienarodzone dzieci. Julka już od młodości lekceważy tych wstrętnych i złych mężczyzn. To oni w swej większości ograniczają jej źle pojętą wolność. Julka chciałaby używać waginy i bez skrupułów bawić się nią. Mogłaby potem skorzystać z legalności prenatalnego dzieciobójstwa. Chce się bawić, odczuwać przyjemność, nieodpowiedzialnie uprawiać seks, a potem, gdy zaistnieje ku temu sposobność, pod pretekstem prenatalnych badań, zabić i usunąć niechciane dziecko. Julka stawia swoje ciało na piedestale. Tylko sama chce mieć możliwość decydowania o nim. Źle pojmuje swoją wolność. Julka nie chce przyjąć do wiadomości, że ta wolność kończy się w momencie powstania drugiego życia w jej ciele. Nie chce uznać, że dziecko jest człowiekiem od momentu poczęcia. Julka uważa, że jak kiedyś usunie niepotrzebny embrion lub niechciany płód to nie zabije dziecka. Słowna relatywizacja nie jest dla niej żadnym usprawiedliwieniem. Zatroskana i zła pójdzie do sklepu, by kupić środki wczesnoporonne, gumę do żucia i klej cyjanoakrylowy, by na wypadek niezrozumienia i szykan przykleić się do kraty najbliższego budynku, najlepiej kościoła.

Gdy obudzi się następnego dnia rano to będzie już wiedziała, że została politycznie i ideowo zmanipulowana, wręcz wykorzystana. Pozostanie ból duszy i poczucie lemparciego gwałtu.

 

 

 

 

#Kidawa2020 topi Platformę Obywatelską


Wystawienie kandydatury Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na urząd prezydenta RP rychło doprowadzi do klęski partii która ją wystawiła.
Skompromitowana kandydatka ma już niewiele ponad 15 % społecznego poparcia.

45581

 

 

 

 

screen YT

Kilka rzeczy zadecydowało o tym, że Małgorzata Kidawa-Błońska nie nadaje się na urząd prezydenta RP. Można mieć prezydenta kraju, który ośmiesza siebie i urząd popełniając w każdej werbalnej wypowiedzi kilka językowych lapsusów. Można być prezydentem, która oficjalnie przyznaje się do tego, że nie jest dobra z ekonomii. Można mieć prezydenta co nie zna historycznych faktów. Można mieć prezydenta, która nie potrafi kojarzyć faktów i wyciągać z tego logicznych wniosków. Ale…

… NIE MOŻNA BYĆ PREZYDENTEM, KTÓRY MÓWI, ŻE „KONSTYTUCJA JEST WAŻNIEJSZA OD LUDZKIEGO ŻYCIA”.

Te słowa to początek końca Platformy Obywatelskiej.

Chamska retoryka opozycji


Nie jest sztuką chamsko potraktować chamską osobę, tak jak nie jest żadnym wyczynem uprzejmie potraktować osobę uprzejmą.
Ale nie odpowiedzieć chamstwem na chamstwo? To dopiero sztuka.

jakzapanowacnadgniewemiagresja

 

 

 

 

screen YT

Mamy w Polsce epidemię koronawirusa. Choroba została przywleczona do Europy z Chin i roznoszona jest drogą kropelkową. Wirus zabija ludzkie ciało, atakuje płuca i w konsekwencji może doprowadzić do naszej śmierci. Ale jest też inna, jeszcze gorsza zaraza. To zaraza, która zainfekowała ludzkie serca i dusze. To nienawiść, która roznosi się za pomocą werbalnego przekazu, za pomocą słowa. Człowiek stanowi jedność substancjonalną duszy i ciała. To one obydwie razem decydują o naszej gatunkowości. Dusza stanowi formę naszego ciała. Co zrobić, gdy dusza jest chora? Uczucia, których codziennie doznajemy są obrazem stanu naszej duszy i ciała. Co zrobić, gdy nasze uczucia są bolesne, gdy w środku boli i nie możemy pozbyć się tej bolesności? Co zrobić, gdy w ten sam sposób chore jest nasze serce? Na ratunek przychodzi nam rozum.
Specjaliści  potrafią profesjonalnie zdefiniować ludzkie zachowania i wpływ tych zachowań na nasze osobowe relacje. W momencie powszechnego zagrożenia życia, pomoc medyczna staje się niezbędna. Lekarze wszelkich specjalności są przecież fizycznie osiągalni w przychodniach i szpitalach. Ratują nasze ciało. Ale czy mamy specjalistów od ludzkich serc i dusz? Czy istnieje lekarstwo na ludzką nienawiść, na chęć dokonania aktu krzywdy na bliźnim?
Politycy opozycji stali się rozsadnikami zarazy nienawiści. Polityka to sztuka dojścia do władzy i jej utrzymania, ma swoje prawa i wymaga krytyki strony przeciwnej. Ale tym razem mamy do czynienia z nienawiścią. Retoryka czyli sztuka skutecznego przekonywania, przemieniła się chamską jatkę. Politycy opozycji używają knajackiego języka i stoją wszelkie metody, łącznie z tymi, które powszechnie uważamy za nie etyczne. Od wielu lat krytykują oni poczynania obecnego rządu. Krytykują bez względu na merytorykę i słuszność  przedstawianych racji. Uprawiają klasyczną erystykę,  czyli chcą udowodnić swoją rację, bez względu na jej słuszność. Nie szukają prawdy. Stosują medialne fake newsy, propagandę postprawdy, relatywizują rzeczywistość. To krytyka dla samej krytyki. Nazwani zostali totalną opozycją. To co w tej chwili wyrabia totalna opozycja nie ma żadnego racjonalnego wytłumaczenia. To jest prymitywne i chamskie tyranizowanie opinii publicznej!
Nie wszyscy ludzie wierzą w Boga, nie wszyscy mają dostęp do kapłanów, których możemy nazwać lekarzami naszych dusz. Praktykujących chrześcijan w Polsce jest około 30-40 procent. Wiemy, gdzie jest nasza świątynia i kapłan, gdzie jest  lekarz naszych dusz. Natomiast dwie trzecie obywateli naszego państwa ma problem z właściwą diagnozą swoich duchowych problemów, nie są oni w stanie uzyskać pomocy i wsparcia. Nie dostaną wtedy lekarstwa, które mogłoby ich ukoić i doprowadzić do wewnętrznej równowagi. Jednak osoba niewierząca, gdy tylko tego zapragnie, to w sposób naturalny odnajdzie drogę do Boga. W momencie trwogi i zagrożenia, agnostycy w intuicyjny sposób zmieniają swoje postrzeganie rzeczywistości i wyostrzają swoje zmysły poszukując prawdy, tej bożej prawdy. Gorzej z wojującymi ateistami. Ulegają oni tym podszeptom, które każą im burzyć i niszczyć. Zaczynają szerzyć destrukcję, by móc osiągnąć swoje doraźne cele.
Zaraza słowem rozlewa się na Polskę!  Obyśmy nie zostali zainfekowani! Załóżmy maseczkę dobrego słowa i zdezynfekujmy nasze serca. Tylko tak można pokonać tą pandemię lewactwa!
Exercitatio artem parat.

Czy koronawirus to współczesna Sodoma i Gomora?


Jeden ze starotestamentowych motywów z Księgi Rodzaju dotyczy niegodziwości mieszkańców dwóch miast: Sodomy i Gomory. Bóg Jahwe zniszczył oba miasta, gdyż ich mieszkańcy byli rozpustni i pogardzali prawem boskim i ludzkim. Jako obywatele świata jesteśmy coraz bardziej zarozumiali i coraz bardziej bezbożni. Mamy coraz większe ambicje, które zagrażają Bożej supremacji. W naszym globalnym świecie bez granic powoli budujemy nową, coraz wyższą Wieżę Babel. Czy nastąpił już gniew Boga?

44708

 

 

 

 

screen YT

W momencie powszechnego zagrożenia wynikającego z ogłoszenia przez Światową Organizację Zdrowia pandemii koronawiruca COVID-19, nasuwają się nam alegoryczne porównania do zdarzeń opisanych w biblijnej  Księdze Rodzaju. Kim będą Aniołowie poszukujący współczesnych sprawiedliwych i kiedy Bóg ześle ich na Ziemię? A może już tu są? Czy wartość dobra sprawiedliwych zdoła przekonać Boga, by nas ocalił?
Oczywiście to wszystko co teraz opisuję  jest swoistą prowokacją, być może nadużyciem lub nawet szaloną ekstrawagancją, ale warto zastanowić się nad tym, czy te zagrożenia docierają do nas w momencie powszechnego, moralnego upadku ludzi.
W liście Judy (Jud7) grzech mieszkańców Sodomy opisywany jest po grecku jako : „ekporneuo” (rozpusta) oraz pożądanie jako „heteros sarks”, czyli „odmiennego ciała”. Dzisiejsze grzechy reprezentantów tak zwanej ideologii LGBT nasuwają nam analogię do czasów opisywanych w Księdze Rodzaju (1900 p.n.e.). Ten grzech dotyczy wielu z nas, każdego z zawodów i powołań, z kapłańskim włącznie. W starożytności uważano, że  cała wspólnota/społeczeństwo ulega skażeniu grzechem nawet części swoich członków i musi ponosić tego konsekwencje. Dzisiejsze czasy są nieco inne. Polaryzacja religijna, społeczna i ekonomiczna jest większa. Moralność różnie definiujemy, mieszają nam się znaczenia, relatywizujemy pojęcia, a w efekcie odrzucamy Boga i Jego zalecenia jak mamy żyć, by dojść do Zbawienia. To odrzucenie Boga wynika z tych samych przesłanek co kilka tysięcy lat temu. Wynika z naszej pychy.
Prorok Ezechiel właśnie taką podał przyczynę upadku Mieszkańców Sodomy –  to była pycha: „Oto taka była wina siostry twojej, Sodomy: oznaczała się ona i jej córka wyniosłością, obfitością dóbr i spokojną pomyślnością, ale nie wspierały biednego i nieszczęśliwego, co więcej, uniosły się pychą i dopuszczały się tego, co wobec Mnie jest obrzydliwością. Dlatego je odrzuciłem, jak to widziałaś” (Ez 16, 49).
W kontekście tego wszystkiego co zostało powiedziane, jakże płytkie i bez znaczenia jest nasze bieganie po sklepach, by kupić jeszcze kilka rolek więcej papieru toaletowego, mydła lub dezynfekującego środka, by zabezpieczyć się przed zakażeniem i zdążyć przed powszechną paniką, by móc zasiąść w ciepłych kapciach przed kominkiem. Być może nie są to jeszcze apokaliptyczne czasy, ale pandemia koronawirusa z Wuhan powinna dać nam dużo do myślenia. Święty Jan w ostatnich zdaniach Pisma Świętego przedstawił nam niezbyt radosną wizję zakończenia ziemskiego świata.
Możemy w rozpaczy poszukiwać ratunku jak córki i żona Lota. Wiemy jak skończyły. Zaufanie i miłość są jedyną receptą na dobre, lepsze czasy.

URLOP PIŁSUDCZYKA NA MADERZE


Kilkanaście dni, które spędziłem w styczniu tego roku na Maderze poświęcone były głównie na odpoczynek. Jednak jako oficer Związku Piłsudczyków RP nie mogłem zapomnieć o Józefie Piłsudskim,  który spędził na tej słonecznej wyspie swój najdłuższy w życiu wypoczynkowy urlop.  Jako autor tego tekstu mam teraz dokładnie sześćdziesiąt lat. To właśnie w tym wieku Józef Piłsudski zaczął się bardzo szybko starzeć. Wydaje się, że przełomowym momentem, który zadecydował o kondycji fizycznej Marszałka był rok 1928, kiedy to doznał udaru. Ten częściowy paraliż prawej strony ciała minął względnie szybko, ale lekarze obawiali się o przyszłe zdrowie Komendanta i powtórzenie się ataku apopleksji. Od czasu, gdy Marszałek zdobył ponownie władzę w kraju pełnił wiele ważnych państwowych funkcji. Był dwukrotnie premierem (1926-1928 i 1931) oraz Generalnym Inspektorem Sił Zbrojnych w latach 1926-1935. Nie oszczędzał się w pracy. Był zmęczony codzienną, monotonną i uciążliwą pracą. Dużo palił, mało spał, a polityczne życie Polski sprawiało mu wiele problemów. Był już  nerwowo wyczerpany. Musiał poddać się leczeniu. Jednak trudny charakter Piłsudskiego doprowadzał lekarzy do „białej gorączki”. Gdy pacjent Piłsudski wyraźnie opadał już z sił i potrzebował fachowej medycznej pomocy, to i tak nie respektował zaleceń lekarzy. Estyma jaką  powszechnie cieszył się Piłsudski powodowała, że wszyscy z wielkim respektem i strachem tolerowali ekstrawaganckie poczynania pacjenta. Równocześnie charyzma i powszechna miłość jaką obdarowywali go wszyscy wokół, stała się dla niego pułapką. Był leczony, ale chyba nie tak jak należałoby to profesjonalnie zrobić. Pewnie dlatego coraz bardziej podupadał na zdrowiu.
Gdy Marszałek uporał się już ze swoimi przeciwnikami (rozwiązanie parlamentu, rozpisanie nowych wyborów i osadzeniu przeciwników politycznych w twierdzy brzeskiej) zdecydował o zamiarze dłuższego wyjazdu na  kurację. Musiał w końcu zadbać o zdrowie. Po namowie córek wybrał wypoczynek na portugalskiej Maderze. Wyjechał z Warszawy 15 grudnia 1930 roku. Oprócz dwóch oficerów ochrony towarzyszyło mu dwoje lekarzy: dr płk Marcin Woyczański (znał płynnie portugalski) oraz  młodsza o 29 lat dr Eugenia Lewicka (z którą miał romans). Po czterech dniach pociąg z dostojnym gościem dotarł do Lizbony, gdzie Wódz Naczelny został przyjęty przez prezydenta Portugalii i uhonorowany orderem „Wieży i Szpady”. Już następnego dnia, na pokładzie statku „Angola” rozpoczęła się podróż Józefa Piłsudskiego na Maderę. Dwa dni przed Wigilią 1930 roku Marszałek dopłynął do Funchal, stolicy Madery. Dotarł samochodem do willi „Quinta Bettencourt”.

 

20200124_135234

20200124_135416                            20200124_135202

 

 

 

 

 

Dzisiaj willa w której przebywał Józef Piłsudski sprawia wrażenie opuszczonej, okiennice są zamknięte i nie ma możliwości wejścia do środka budynku. Z daleka na ścianie frontowej widać tablicę poświęconą Marszałkowi. Turyści, którzy chcieliby trafić do domu w którym Piłsudski spędził swój najdłuższy, bo trzy miesięczny urlop, nie będą mieli łatwego zadania. Ta pokaźna willa stoi pomiędzy wysokimi domami usadowionymi w dość zwartej zabudowie. Ze wszystkich stron otaczają ją ruchliwe drogi. Nie łatwo tam trafić. Budynek otacza wysoki na cztery metry mur, który cały spowity jest kwiatami i winną roślinnością, która szczelnie go zakrywa. Z zewnątrz nie ma  możliwości podejrzenia czegokolwiek.
Marszałek Piłsudski był na Maderze serdecznie witany i spotykał się z powszechną sympatią mieszkańców. Żył inaczej niż w Polsce; wstawał wcześnie, zaczynał dzień od śniadania o 8:00 rano, spaceru i drugiego śniadania o 11:00. Potem czytał różnorodną prasę (zamówiona wcześniej w Polsce regularnie docierała na wyspę) i pisał swoje „Poprawki historyczne”. Pozostałe posiłki podawano mu również o stałych porach (obiad o godzinie 15:00, a kolację  o 20:00).
Pasjanse, szachy, rozmowy czyli ogólna nuda. Wszystko to miało służyć zdrowiu i dodawać sił Marszałkowi. Od czasu do czasu udzielał wywiadu lub przyjmował kogoś znaczącego.
„A na ocean patrzeć już nie mogę i kiedy siedzę w ogrodzie, to siedzę już plecami do oceanu, żeby nie lazł mi do oczu” – pisał w jednym z listów do córek.
Marszałek stał się problemem dla maderskiej poczty. Polacy pisali do niego często, a akcja wysyłania pocztówek na imieniny Józefa (19 marca) doprowadziła do tego, że za  pośrednictwem okrętu „Wicher” do Marszałka dotarło przeszło milion pocztówek! To był światowy rekord.

 

Obraz1                  Piłsudski-na-Maderze9ee4b5bd-aa52-4808-b3bf-b25627111fc1Obraz2

 

 

 

 

historia.org.pl

 

„Marechal”,  jak nazywają mieszkańcy Funchal pomnik-popiersie Józefa Piłsudskiego,  mieści się w reprezentacyjnej dzielnicy stolicy przy Rua Dr. Antonio Jose Almeida. To ulica łącząca maderską marinę, gdzie cumują wielkie pasażerskie statki z katedrą, przy której stoi pomnik naszego drugiego rodaka, papieża Jana Pawła II. W niewielkiej odległości od siebie stoją pomniki ukazujące dwóch wielkich Polaków. Pomnik Marszałka to dość okazałe popiersie usytuowane na cokole na którym zamontowana jest pamiątkowa tablica. Napis na tablicy jest dwujęzyczny. Popiersie stoi na ruchliwym deptaku pomiędzy sklepem z pamiątkami „Arte Ricamo”, a „Cafe del Mar”. Naprzeciwko popiersia Piłsudskiego mieści się okazała „Restaurante Da Se”. Nieco niżej, po lewej stronie ulicy, znajduje się budynek maderskiego Parlamentu.
To była dla mnie ważna chwila. Zabrana z domu szara „maciejówka” przydała się. Oddałem cześć i honory Marszałkowi.

 

IMG_9232    IMG_9208IMG_9214

 

 

 

 

 

Jedną z „pamiątek” po pobycie marszałka na Maderze, poza pomnikiem, jest rondo w stolicy wyspy, które nosi jego imię. Nie łatwo jest tam trafić, ale niezawodna samochodowa nawigacja doprowadziła mnie w to miejsce. Rondo to niewielka trawiasta przestrzeń na której od południowej strony usytuowana jest pamiątkowa tablica.

 

IMG_9533   IMG_9536

 

 

 

 

 

ORP „Wicher” był w tamtym przedwojennym czasie najnowocześniejszym niszczycielem służącym w Polskiej Marynarce Wojennej. To właśnie ten okręt przywiózł z Madery Marszałka do mojej rodzinnej Gdyni. Dywizjon torpedowców w skład którego wchodziły: ORP „Kujawiak”, ORP „Krakowiak” i ORP „Podhalanin’ utworzył powitalną asystę. Wszystkie okręty Marynarki Wojennej podniosły na swoich pokładach uroczystą galę flagową.  ORP „Wicher” wpłynął do oksywskiego portu wojennego 29 marca 1931 roku. Marszałek Józef Piłsudski powrócił do Ojczyzny.
Madera nazywana „europejskimi Hawajami” to wyspa wiecznej wiosny. Polacy odwiedzają ją często i stanowią czwartą liczebnie nację, która przylatuje tu głównie w celach turystycznych. Mieszkańcy Madery z sympatią i gościnnością przyjmują turystów. Dbają o swoją historię i pamiętają o Marszałku Józefie Piłsudskim.

© 2010-2021 Dariusz Łaszyca. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie bez zgody autora zabronione
Projektowanie stron www Trójwizja